od Jurka: 15. Ryszard Co prawda, jądro Klubu (na marginesie: postanowiłem słowo to pisać - i czytać - dużą literą) konstytuuje się wokół idei - i praktyki - kierunkowości. Muszę jednak wyznać, że są osoby wśród grona rozszerzonego słyszące ją niezupełnie. I to mimo faktu, że różnice brzmienia kierunków są im jak na patelni prezentowane. Jeśli odwołać się do przypuszczeń z wpisu „Beethoven”, może to być funkcją większych możliwości kompensacyjnych mózgu. Nie jestem w stanie zajrzeć do wnętrza, wydrzeć im tajemnicę. Argumentem jednak na rzecz tej tezy jest ponadprzeciętna - i na pewno wyższa od mojej - inteligencja przykładowo Tomka z Hamburga, Piotra M. czy też Jasia G. (których to inne walory słuchowe, a w dodatku też towarzyskie, czynią naszych spotkań perłami). Anegdotycznie tutaj pasująca wypowiedź Pavarottiego, kiedy został poproszony o zestawienie siebie samego, jako tenora, z Bjoerlingiem: „Nie porównujcie mnie z Jussim, ja jestem tylko człowiekiem”. Tematem teg...
Posty
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
od Jurka: 14. Jaskinia platońska Wraz z Piotrkiem zaplanowaliśmy, że po opisie Jarka inicjalnych przeżyć z gramofonem nastąpi relacja podobna w odniesieniu do kompaktu, dalej opowieść o jego dalszych zmaganiach z obydwoma mediami, a w konkluzji osąd ostateczny, które z nich lepsze. Pozostajemy w cierpliwym - ale i nabrzmiałym ciekawością - oczekiwaniu, rzecz by można: „w cierpliwej niecierpliwości”…. Tymczasem jednak czuję się zobowiązany odnotować niedawno zorganizowane przez Krzyśka spotkanie klubowe z guru od kompaktów Łukaszem F., połączone z odsłuchem daców jego konstrukcji. Niech to zarazem będzie glosa do moich rozważań z wpisu „Mickiewicz”, z naciskiem na aspekt chronologiczny i perspektywę własną… Również za mojej wczesnej pamięci gramofon miał konkurenta - wtedy kasetowca. Choć powiedzieć można by równie dobrze, że konkurenta nie miał: brzmiał zdecydowanie muzyczniej. Potem także lepiej od pierwszych kompaktów na rynku; daruję tu sobie re...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
od Jurka: 13. Timeo Danaos Przed chwilą mężczyzna w słuchawce przedstawił się jako reprezentant handlowy firmy, w jakiej to losowaniu przypadła mi atrakcyjna nagroda. Chodzi teraz o to, abym przybył na spotkanie, na którym wręczona mi zostanie… Odrzekłem, że nie chcę żadnej nagrody. Tej konkretnie, ale i w ogóle żadnych… Zapewnił, że jako firma szanują taką postawę. Są jednak - ze względów ściśle poznawczych - zainteresowani motywem odmowy… - Timeo Danaos et dona ferentes - powiedziałem. Czyli - przetłumaczyłem - boję się Greków, nawet kiedy ofiarują dary. Porzekadło nawiązuje do drewnianego konia pozostawionego na przedpolu przez ustępujących od oblężenia Troi. Mieszkańcy miasta wprowadzili go tryumfalnie w obręb murów, tymczasem w środku ukrywał się Odyseusz wraz kilkoma wojownikami - i w nocy… Przerwał mi, że wie, co w nocy, zna też to porzekadło - jednak jego firma nie rozlosowuje koni… Wyraziłem więc podejrzenie, że może samochód. Po co mi jed...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
od Jurka: 12. Uściślenia Kiedy powiadamy, że prąd „płynie” przez przewodnik, kojarzy się to z czymś lekkim, łatwym i przyjemnym. Jest tak niezupełnie… Uściślijmy, że niniejsze objaśnienie wyłącznie na użytek małej części czytelników, z elektrycznością obeznanej kiepsko. Do której zresztą zaliczam siebie; jest więc to również próba wytłumaczenia samemu sobie… Jeśli wziąć za przykład atom miedzi, ma on na najdalszej orbicie, czwartej, jeden wolny elektron, dający się wytrącić pod wpływem przyłożonego napięcia zewnętrznego. To nie znaczy jednak, że powędruje on - tenże sam - do końca przewodnika. Raczej wytrąci elektron z atomu sąsiedniego, ten zaś z następnego - i tak dalej. Obrazowo jest to tak, jak byśmy wyciskali pastę do zębów dusząc koniec tubki: każda warstwa popycha sąsiednią - i domyślić się możemy mozolnej przepychanki. Tym bardziej istotna jest drożność tam we wnętrzu - w przypadku zaś przewodnika prądu oznacza to ułożenie jego kryształów. Ważn...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
od Jurka: 11. Wreszcie kierunkowość „Wreszcie” - po licznych zapowiedziach i wzmiankach na temat niektórych zastosowań - odnosi się tylko do tego blogu. Na temat kierunkowości brzmienia pisałem już bowiem w 2001 roku… Obłożony w stanie wojennym jako dziennikarz zakazem pracy, a i na emigracji początkowo bezrobotny, miałem czas na poprawianie dźwięku posiadanych, potem też dokupywanych, komponentów. Również poprzez eksperymenty. Zainteresował mnie raczkujący w latach osiemdziesiątych temat kierunkowości kabli - początkowo mówiło się tylko o głośnikowych… Niezależnie od innych możliwych wyjaśnień, wydawało mi się sensowne, że w kierunku, w którym w trakcie formowania drutu (odlewania, walcowania, przeciągania) ułożyły się kryształy jego struktury, przepływ elektronów jest następnie łatwiejszy. "Z górki", w przeciwieństwie do "pod górkę" w przeciwną stronę - ze skutkami dla dźwięku słyszalnego z głośników. I z logicznie wynikającym rozróżnieniem ...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
od Jurka: 10. Beethoven Czy może być audiofilem ktoś taki, jak osoby opisane w poprzednim tekście? Czy może być melomanem? Odpowiedź jest w obu przypadkach twierdząca. Status audiofila może być bowiem definiowany poprzez środowiskowe kontakty, lektury branżowych magazynów, zakupy polecanych tam urządzeń - im droższych, tym wyżej podnoszących prestiż. Poprzez właściwe nam aberracje: uzależnianie od stałej konieczności poprawy „posiadanego” dźwięku i specyficzną hierarchię wartości, w której potrzeba uprawiania pasji (bo deprecjonująco zabrzmiałoby: „hobby”) usytuowana jest wyżej niż wszelkie inne, nawet socjalno-emocjonalne i nawet fizjologiczne (przykładowo: sen lub odżywianie). Czy też poprzez wyjazdy na „audioszoły” (idealnie byłoby samochodem marki Audi), czytanie tematycznych blogów, a może nawet dokonywanie wpisów, że kierunkowość brzmienia to bzdury… A jednak nawet ktoś taki może być na naszych klubowych spotkaniach - o ile starczy na kanapac...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
od Jurka: 9. Ręce i głowa Wnikliwy czytelnik zapyta, czy oprócz interkonektów bylibyśmy w stanie sporządzić także kabel sieciowy brzmiący lepiej od fabrycznego… Tak, bylibyśmy - przy pewnych założeniach. Przewody i wtyki wyselekcjonowalibyśmy pod kątem brzmienia i - specyficznie - kierunkowości. Usunęlibyśmy z wtyków elementy zbędne dla funkcji właściwej, czyli przewodnictwa prądu… Każdy z nich, niezależnie od materiału, wnosi do brzmienia koloryzacje tonalne, zmiany fazowe i intonacyjne. Nawet jeżeli w danym przypadku pozytywne - np. dźwięk bardziej dynamiczny lub rezonanse słyszane jako melodyjne - to jednak kontrola nasza jest nad tym mniejsza, aniżeli osiągalna poprzez techniki inne. Jedną z nich jest detal poniżej opisany. Ale i spoiwo Poxipol, które jest w stanie zabezpieczyć usytuowanie końcówek kabli we wtykach oraz działać tłumiąco - zastosowane w ilościach odsłuchanych. Także koszulki termokurczliwe i lakier do paznokci....
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
od Jarka „SIR” Rozdębskiego: A. Gramofon vs. odtwarzacz CD, część pierwsza Moje pierwsze doświadczenia ze słuchania muzyki z płyt gramofonowych pochodzą z lat siedemdziesiątych. Były to czasy, w których zdobycie ciekawych lub nowo wydanych płyt na zachodzie było bardzo trudne. Opierało się na prywatnym imporcie osób podróżujących lub pracujących za granicą /np. marynarze, piloci, osoby na zagranicznych kontraktach/. Można było je także kupować za waluty wymienialne/bony w Pewexie. Niestety, dostępna oferta nie zawsze pokrywała się z potrzebami kupujących. W takiej sytuacji rozwinął się zwyczaj masowego przegrywania i odgrywania płyt na magnetofony. Początkowo szpulowe a następnie kasetowe. Jakość nagranego dźwięku zależała od wielu czynników. Głównie od rodzaju i stanu taśm magnetofonowych, kabli, ustawień sprzętu czy stanu płyty winylowej. W takich warunkach usłyszenie płyty o dobrej jakości, na wysokiej klasy sprzęcie musiało zrobić duże wrażenie. ...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
od Jurka: 8. Mickiewicz … Zaś nie przypuszczam, by owa „mania” odnosiła się do „czarnej Mańki” z warszawskiego Powiśla - ona paznokci nie malowała… Jeśli już chodzi o coś czarnego czarnego, to zapewne o płytę. No i pewnie o modę: na gramofon i technikę analogową zapisywania i odtwarzania dźwięku. Jak mawiamy w naszych kręgach: „analog”. W przeciwieństwie do „digitalu”. Oczywiście, że patefon to nie jedyne analogowe źródło, i na przykład zaprzyjaźniony audiofil hamburski Leszek Bartela kolekcjonuje magnetofony szpulowe. A i digital to także „streaming” (choć dopiero zaprezentowane przez Piotra Krajkę na niedawnym spotkaniu pliki odtwarzane poprzez platformę ROON zabrzmiały obiecująco). Jednak najbardziej popularną alternatywą pozostaje: gramofon czy kompakt. Dźwięki rozlegające się w przestrzeni akustycznej - niezależnie od jej rodzaju: począwszy od otwartej, po salę koncertową - nie mają konturów ściśle ogran...